wtorek, 2 lipca 2019

Olympus Mons

17 komentarzy:

  1. Dzięki za coś miłego dla duszy i oka :)
    I niecierpliwość żrącą po kostkach w oczekiwaniu na ciąg dalszy :P
    Choć to trochę łobuzerskie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nie, nie łobuzerskie: raczej zniechęcające do dalszej pracy po ostatnich wydarzeniach i kompletnym braku sensownej reakcji "zniecierpliwionych czytelników"... chcecie więcej, szybciej, lepiej? dołączcie do nas, zamiast drapać się po jajach! choć pewnie i tak nikt się nie zgłosi, więc to wołanie na puszczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczu, grafiku, korektorze:
      Jeżeli nie rozumiesz podziękowań zaprawionych zachętą z odrobiną ironii, to masz jakiś problem.
      Cieszę się, że dzięki Wam mogę poczytać ciekawe pozycje w ojczystym języku, za to ślicznie dziękuję i jestem Wam wdzięczny.
      Niestety, ostatnimi czasy zauważalną stała się tendencja jakiegoś dziwnego rodzaju frustracji z Waszej strony.
      Ogólnie, osób zajmujących się tłumaczeniami na kilku blogach, żeby nie było, że kieruję te słowa imiennie.
      Tak, jestem CZYTELNIKIEM.
      Gdybym chciał zajmować się Waszymi projektami to bym to robił, ale mam prawo zająć się tym co mnie interesuje, bawi i ogólnie zajmuje.
      Tak jak oglądając film nie muszę zostać aktorem, reżyserem czy kimś tam innym zajmującym się filmem.
      I w związku z powyższym mam prawo drapać się po jajach i narzekać jak czuję niedosyt w treści, szybkości itp.
      Ba! Nawet krytykować i ganić.
      Taki jest podział ról.
      Jeśli mnie się coś nie podoba, to odkładam to na bok. I tyle.
      Jak Wy macie jakiś niedosyt pochwał, czujecie się niedocenieni to może należy to wyrazić w innej formie albo rzucić to zajęcie w cholerę.
      Niestety, owa forma wypowiedzi do której się ustosunkowuję, nie jest dla mnie odpowiednia.
      Wręcz obraźliwa, jako Czytelnika.

      Usuń
    2. drogi czytelniku! najmocniej przepraszam za kolokwialne stwierdzenie i (domyślnie) zarzut świerzbu w miejscach intymnych: na pochwały ani ja, ani koledzy raczej nie liczą i takowych nie oczekują. wybacz również kłopoty ze zrozumieniem tekstu odpowiedzi, bo ta "zachęta z odrobiną ironii" jakoś mi umknęła. wszystko to, co robimy, to przejaw bezinteresownej zabawy słowem i obrazem i nie czujemy najmniejszego obowiązku ciągnięcia w nieskończoność tego hobby. natomiast ponaglenia albo niekończące się zapytania "kiedy następna część?" powodują skutek odwrotnie wręcz proporcjonalny do zapatrywań niecierpliwych czytelników. i nie, nie od jakiegoś czasu mamy takie "widzimisię", ale od samego początku (w przypadku niektórych od kilkunastu lat) drażnią nas roszczeniowe żądania i stąd dość duży odpływ ludzi ze sceny. rzecz jasna masz prawo do konstruktywnej krytyki jako czytelnik, ale porównanie naszej hobbystycznej działalności do przemysłu filmowego jest co najmniej śmieszne: robimy wszystko za darmo i jakiekolwiek profity (choćby z tytułu umieszczania translacji na płatnych hostingach) są niepożądane. czy możesz to samo stwierdzić o aktorach/pisarzach/muzykach? piszesz, że zajmujesz się tym, co cię interesuje i bawi: mamy podobnie i szkoda, że nie nadajemy na tych samych falach, bo najwidoczniej ten zachwyt nad powyższym tytułem "był wypadkiem przy pracy", skoro nie widzisz sensu współpracy. jeśli nie podoba mi się książka albo komiks czy film, to przestaję czytać/oglądać i co najwyżej mam wrażenie drenażu kieszeni. natomiast w przypadku translacji zawsze możesz usunąć coś bezzwłocznie z dysku, bo przecież nikt nie kazał ci za to płacić. stąd też wydają mi się nieco nieuzasadnione tezy o prawie do "ganienia" w przypadku niedosytu w treści czy szybkości publikowania... tyle ode mnie, zgryźliwego cynika i starucha, który wyraził wyłącznie prywatną opinię, więc ustosunkuj się do innych "frustratów" w stosownych miejscach, ok? pzdr!

      Usuń
    3. Od początku, skoro jest to tak niejasne:

      "Dzięki za coś miłego dla duszy i oka :)
      I niecierpliwość żrącą po kostkach w oczekiwaniu na ciąg dalszy :P"

      W tych dwóch zdaniach, a właściwie jednym (oddzielonym odpowiednim znakiem interpunkcyjnym) zawarte zostały przeze mnie podziękowania za pracę tłumaczy, korektorów, tudzież innych osób biorących udział w translacji. Jak również wyrażenie opinii na temat zawartości i efekt którym jest właśnie owa ekscytacja oczekiwania na następne tomy.

      Natomiast kolejne zdanie brzmiące: "Choć to trochę łobuzerskie :D" miało na celu jedynie pochwalenie wyboru takiego tytułu, który budzi w czytelniku apetyt na więcej emocji, doznań, wydarzeń czy finałowego zakończenia.

      I to jest owa zachęta z odrobiną ironii. Nie ma tu słowa mającego na celu popędzać, wymuszać czy też w jakikolwiek inny sposób wpływać na szybkość pracy osób wspomnianych powyżej.

      Przykre jest, iż nie zostały zrozumiane. Ba! Nawet nie została podjęta taka próba!
      Nastąpiło tylko obrzucenie inwektywami, bo tak i już.

      A już narzucanie mi co mam robić, w jakiej formie i kiedy, dodatkowo wypaczanie i przeinaczanie wypowiedzi to dla mnie przejaw chamstwa i arogancji.

      Zwłaszcza w takiej formie. Przykładowo na moje porównanie "Tak jak oglądając film nie muszę zostać aktorem, reżyserem czy kimś tam innym zajmującym się filmem." dostaję w odpowiedzi: "porównanie naszej hobbystycznej działalności do przemysłu filmowego jest co najmniej śmieszne: robimy wszystko za darmo i jakiekolwiek profity (choćby z tytułu umieszczania translacji na płatnych hostingach) są niepożądane. czy możesz to samo stwierdzić o aktorach/pisarzach/muzykach?"

      Mój błąd. Zamiast nauczyć się po pierwszej odpowiedzi, zachciało mi się porównań. Nawiązałem do aktorstwa i filmu. Mogłem ująć prościej to co mi klarowano: chcesz "szybciej, częściej" to krótko mówiąc, naucz się języka i tłumacz sobie sam.
      Gdzieś w mojej wypowiedzi były odwołania do kwestii zarobkowej, profitów? CDN.

      Usuń
    4. CD.

      Kolejne: "piszesz, że zajmujesz się tym, co cię interesuje i bawi: mamy podobnie i szkoda, że nie nadajemy na tych samych falach, bo najwidoczniej ten zachwyt nad powyższym tytułem "był wypadkiem przy pracy", skoro nie widzisz sensu współpracy."

      Współpracy? W relacji: "Wydawca" (tłumacz, grafik etc. ) - Czytelnik?
      Jedyna współpraca jest taka, że "Wydawca" udostępnia dzieło, a czytelnik czyta i wydaje opinie.
      Albo i nie. Jego wola.
      Nie będzie robił okładki do książki, drukował czy tym podobne.
      Co tu jest niezrozumiałe?
      Jest odbiorcą.
      Nie twórcą, współtwórcą, czy kimś podobnym.

      Tak to już jest na świecie, że jeżeli ktoś zdecyduje się cokolwiek udostępnić publicznie musi się liczyć tym, iż zostanie wydana opinia w temacie. Pozytywna, negatywna, konstruktywna, krytyczna... wedle uznania publiki.
      Wypisywanie, że takowe prawo nabywa się jak się "zapłaci" jest śmiechu warte i bezczelne.
      Jak już tak bardzo się czepiać to mogę napisać, zapłaciłem własnym czasem. Na ściągnięcie, przeczytanie czy nawet "usunięcie z dysku".

      Na zakończenie.

      Przeprosiny może i byłyby przyjęte, każdy ma prawo się zapędzić w ferworze emocji, w tej formie niestety nie. Konfabulowanie, imputowanie tudzież dodatkowe insynuacje z jakiegoż powodu wspomniany czytelnik dokonuje aktu drapania jest absolutnie niedopuszczalne w powyższym przypadku.
      Zatem nie, podziękuję.

      Jeżeli nie jesteś Waść w stanie zrozumieć czy nawet podjąć wysiłku przeczytania ze zrozumieniem, będę wdzięczy za zakończenie tej polemiki. I nie wykpiwaniem się cynizmem czy starością. Nie wiadomo kto kogo z piaskownicy by przeganiał.
      W przypadku swoich osobistych doznań, urazów czy skrzywień wnoszę o udanie się do odpowiedniego specjalisty miast atakować bogu ducha winnych komentatorów.

      Ostatnie słowa kieruję do osób zaangażowanych w pracę przy translacjach: Jeszcze raz dziękuję za wysiłek jaki wkładacie w przekład na język ojczysty, że mam dzięki Wam możliwość zapoznać się z dziełami wybitnych artystów, za cierpliwość w dopracowaniu wizualnym danego tytułu i oczywiście za możliwość zapoznania się z nimi.
      Jak i za wybory dzięki którym zaczynają odzywają się emocje, życie staje się ciekawsze i bardziej kolorowe, na kolejny dzień czeka się z niecierpliwością.
      I zaznaczam, nie poganiam, nie popędzam.

      Dziękuję!

      Usuń
    5. Rozbawił mnie ten post w dwóch częściach, naprawdę! Początkowo chciałem się do niego ustosunkować w sposób bardziej szczegółowy, punktując przejawy niezrozumienia, odniesień do wyrwanych z kontekstu cytatów czy wreszcie specyficznej stylistyki, ale po co? Opery mydlane są mi obce, za jakiegoś wybitnego językoznawcę się nie uważam, dłubię w translacjach głównie dla siebie samego i grona znajomych, którzy mają podobne zainteresowania, oraz tych czytelników będących w stanie zrozumieć, ile czasu i energii kosztuje nas przygotowanie jednego zeszytu czy albumu i jak odbieramy nawet żartobliwe sugestie dotyczące częstotliwości ukazywania się kolejnych pozycji. Wnioskując z końcówki wypowiedzi, rozumiem, że nie zaliczasz mnie do współtwórców zaangażowanych w pracę przy translacjach, tylko za bezczelnego i aroganckiego chama: jakoś dam radę z tym żyć, moje "przeprosiny" napisałem z przekąsem i nie czuję się zobowiązany do dalszych przekomarzań, bo...wolę się zająć następnymi tytułami. Rzecz jasna nie musisz ich czytać, jeśli w stopce pojawi się jedna z moich ksywek, więc "płacenie własnym czasem" nie wchodzi już w rachubę, nieprawdaż? Za poradę dotyczącą mojego postrzegania komentarzy i idącą za nią sugestię wizyty u specjalisty serdecznie dziękuję: raczej nie skorzystam, bo w wieku tych +50 lat nadal cieszę się dobrym zdrowiem i kondycją, także psychiczną; kto wie: może przez wrodzone chamstwo i chuligankę z lat młodości? W piaskownicy nie bawię się nawet z wnukami, bo wolę inaczej spędzać swój czas przeznaczony dla nich, ale w "ganianego" chętnie bym się pobawił z nadwrażliwym czytelnikiem :P Wspomniałem już, że nie mam czasu ani ochoty na szczegółową analizę powyższego komentarza, więc na zakończenie dodam tylko, że choć starasz się szastać słowami na modłę sztuki epistolarnej, to jednakowoż powinieneś wiedzieć, że emotikon nie jest znakiem interpunkcyjnym, a jedynie prostym ideogramem złożonym z takich znaków właśnie: może się przyda na przyszłość moja rada, bo wtedy i zrozumienie intencji adwersarza będzie łatwiejsze, i stosowny dobór słów we własnym dictum... Darz bór!

      Usuń
    6. No hej!

      Cieszę się z umiejętności rozbawienia interlokutora. Może odrobinę niezależnie ale... liczy się efekt jaki zafundował "system" nie mający zamiaru przepuścić wszystkich literek razem. Podzielił na części i faktycznie wyszło operowo. Grunt, że wesoło, lepiej się bawić niż kąsać.

      Drogi Szybkilesterze!
      Poza tym, iż zniesmaczyłeś mnie atakiem na mój komentarz, niewybredną opinią, tudzież mało adekwatnymi przeprosinami, jednakże podziękowania nie omijają Twojej osoby. Może to dziwne, ale jestem w stanie zapamiętać i odnotować obecność osób zaangażowanych w translacje. I niekoniecznie muszę je (translacje) omijać ze względu na ksywkę.

      Dziękuję za czujność i zwrócenie uwagi na mój błąd. Faktycznie, popełniłem gafę, chyba wyimaginowałem sobie odpowiedni znak w miejscu, w którym go nie ma.
      Kajam się.

      Na zakończenie...
      Bardzo lubię zabawy w "ganianego"... zwłaszcza z cegłówką w ręce :P

      Usuń
    7. Ha! No teraz to pojechałeś ostro po bandzie: co prawda z cegłówkami miałem przez wiele lat do czynienia choćby z tytułu majstra (i kierownika!) na budowie, ale jakoś umknęła mi ta specyficzna forma rozrywki. Nawet moi podwładni w "chwilach uniesień" brali się raczej za bary albo wymieniali plaskaczami, ale cegłówka? Co prawda na kartach historii przewinęło się sporo charakterystycznych psychopatów w rodzaju Sinobrodego, Kuby Rozpruwacza, Teda Bundy'ego czy rodzimego Wampira z Zagłębia, ale o Szalonym Cegłówkarzu jeszcze nie słyszałem. Cóż, człowiek uczy się przez całe życie... Ja preferuję kontakt bezpośredni i bardziej tradycyjne "wspomagacze", ale pozwolisz, że daruję sobie i niewinnym tej dramy czytelnikom szczegółów moich "zabaw", bo nieśpieszno mi wrócić za kratki ;) Cieszę się, że zaliczyłeś mnie do grona zaangażowanych w tworzenie translacji, bo choć nie mogę się pochwalić ani takim stażem, jaki mają niektórzy koledzy, ani ilością tytułów, w których maczałem paluchy (marne 450 z hakiem), to jednakowoż coś tam dłubię przy ekranie, tracąc wzrok i intensyfikując ból karku i ramion: jestem dość wielkim gościem i garbienie się przy kompie słabo wpływa na moją kondycję psychofizyczną. No ale to ślepa miłość, więc nie marudzę i robię swoje. W kwestii "kąsania" zgadzam się w 100% i zapraszam kolegę na forum e-komiksy, jeśli moja agitka w kwestii dołączenia do którejś z ekip mija się z celem: tam można się przekomarzać, bądź wymieniać celnymi uwagami i spostrzeżeniami, bo tutaj raczej niezły spam nam wyszedł... Natomiast sam "Olympus Mons" doczekał się niedawno u żabojadów finalnego albumu, więc jak tylko pojawią się skany, to wiecie, rozumiecie... ;) Gdzie indziej ukaże się wkrótce inna seria niezmordowanego Beca, ale póki co sza!

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa seria. Dzięki bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję.
    GEDiNAZGUL

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochani. Tom 6. Błagam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widziałeś gdzieś skan tego albumu w jakimkolwiek języku? Może zechcesz kupić papierowy oryginał na francuskim amazonie i przepisać słowo w słowo tekst do skryptu? Wtedy "błagania" się ziszczą...

      Usuń
    2. Hej, nadal szukacie 6tej części?

      Usuń
    3. Nieszukam, brak czasu na aktualizację. Po za tym wszystko masz na PSD aktualne.

      Usuń